|
Tede |
| Autor |
Wiadomość |
Cezary19
Zajebisty Ziom G.I.B.O.N.Skład


Wiek: 24 Dołączył 1280 dni temu Posty: 566 Skąd: Włocławek
|
Wysłany: 2005-10-22, 18:41 Tede
|
|
|
| Tede (TDF) obecny jest na polskiej scenie hip-hopowej niemal od 10 lat. Poczatki jego kariery zwiazane sa z zespolem 1kHz (Ein Killa Hertz), który wystepowal w skladzie: TDF (Tas De Fleia), Janmario (DJ JMI) oraz V.O.L.T. (600V). Artysci zaistnieli w swiadomosci szerszych kregów odbiorców kawalkiem wydanym na pierwszej polskiej hip-hopowej skladance "SP. Records" pod tytulem "Wylacz Mikrofon". W 1996 Janmario i TDF stworzyli wlasna formacje o nazwie "Trzyha" (HHH=Hardcore Hip-Hop), do której dolaczyl wkrótce CEUBE (Maestro Uno - wczesniej w grupie Dos Maestros). CEUBE tworzyl podklady i rymowal, TDF glównie rymowal, a JMI obslugiwal gramofon. Przez jakis czas Trzyha uwazane bylo za czesc Mop Skladu, gdzie grali obok Numer Zero, Numer Raz i Solfernus. Pod koniec marca 1998 CEUBE opuscil Trzyha (jego miejsce zajal Numer Raz, a zespól zmienil nazwe na Warszafski Deszcz (WFD)). Produkcjami zajal sie Tede. W styczniu 1999 r. wydali dlugo oczekiwany krazek "Nastukafszy...", który odniósl wielki sukces w polskim swiecie hip-hopowym stajac sie jednoczesnie klasykiem polskiego rapu. Rok 2000 uplynal pod znakiem koncertów, a Tede rozpoczal prace nad solowa plyta. Jako Warszafski Deszcz raperzy nagrali kawalki na "Hip-Hopowy Raport z Osiedla 2000" i na skladanke RRX p.t. "Styl Reprezentacji Pierwszej Ligi". W polowie kwietnia 2001 w sklepach pojawil sie solowy singiel Tede p.t. "Wyscig szczurów", promujacy jego solowy LP "S.P.O.R.T.", który z kolei ukazal sie w sklepach pod koniec maja 2001 r. Solowa plyta Tedego cieszy sie ogromna popularnoscia (okolo 30 tys. egzemplarzy). Z samego tylko muzycznego serwisu na stronach wirtualnej polski, jego singiel pt. "Wyscig Szczurów" zostal sciagniety przez ponad 500 000 osób. Kolejna, podwójna plyta Tedego pt. "3H:HAJS HAJS HAJS" okazala sie hitem 2003 roku. Album promowany byl teledyskami: "Pili Gin", "Zeszyt Rymów" oraz przebojem lata 2003 "Wielkie Jol". Sprzedano obecnie ponad 20 000 egzemplarzy[/hide] |
_________________ G.I.B.O.N. Skład [Gdzie Idę Będą Oni Napewno] |
|
|
|
|
qwazimoto
Moderator


Dołączył 1267 dni temu Posty: 1335 Skąd: ZG
|
Wysłany: 2006-03-22, 23:18
|
|
|
Szersza biografia, subiektywna zaczerpnięta z www.mhh.pl
„Z czym kojarzy Ci się Warszawa?” zapytał kiedyś Fokusa redaktor jednego ze stołecznych portali internetowych. „Z TDF’em”, odpowiedział członek Paktofoniki, który nigdy nie krył swojego uznania dla umiejętności członka (wówczas jeszcze aktywnego) Warszafskiego Deszczu. Z czym natomiast kojarzy się Tede? Zastanówmy się: z bouncem? Luzem? Pieniędzmi? Z pewnością wielu z Was się pod tym podpisze, dorzucając przy okazji kilka własnych propozycji, bowiem lista skojarzeń w przypadku tej postaci może być bardzo długa. Spoglądając jednak na tegoż rapera nieco szerzej, nietrudno zauważyć, że TDF to nie tylko hajs, gibony, imprezy i ogólna rozpusta. To przykład pewnej postawy, która, chociaż początkowo niepopularna i ze wszech miar krytykowana, zmieniła sposób patrzenia na hip hop w Polsce. To dzięki TDF’owi nikt nie wstydzi się już przyznać, że zarabia na muzyce, że zgarnia za koncert kilka tysięcy, że nie lubi być okradany przez wydawcę. Coś, co stanowiło swego czasu tabu na naszej scenie, zaczęło stopniowo przenikać do ludzkiej świadomości, zmieniło się też odrobinę spojrzenie na kwestie prawdziwości i undergroundu. „Wszystkiemu winny jest Tede”, można by zacytować jeden z jego wersów. Niektórzy pewnie nadal nie mogą mu wybaczyć.
Liryczny morderca
Wbrew temu, co ta sama grupa ludzi może sugerować, kariera Tedego nie zaczęła się ani od kolorowych gazet, ani od występów w TV, ani od kawałka z Kukulską. To reprezentant tego pokolenia raperów, które pamięta czasy klubów „Remont” i „Stodoła”: pierwsze warszawskie imprezy hiphopowe, pierwszy freestyle we wspólnym kręgu. Często zresztą wspomina tamten okres, podkreśla, że to piękne lata i atmosfera zupełnie inna od dzisiejszej –wolna od stresów, spięć i jakiejkolwiek niechęci do siebie. Każdy miał szansę i Tede był najwyraźniej jednym z tych, którzy postanowili jej nie zmarnować. Zaczynał w Ein Killa Hertz, zespole założonym przez Jan Mariana i DJ’a 600V (wtedy znanego jeszcze jako V.O.L.T.), do którego dołączył po jakimś czasie - po tym, jak obu założycieli zgodnie doszło do wniosku, że to utalentowany zawodnik, którego warto mieć w swoich szeregach. Niestety, kariera 1Khz nie potrwała długo. We trójkę nagrali dwa kawałki (jeden z nich to opublikowany na składance S.P. Records „Wyłącz Mikrofon”, dziś już klasyk, którego wstyd nie kojarzyć), po czym, na skutek różnic w podejściu, grupa się rozpadła. Volt poszedł w jedną stronę, TDF z Jan Marianem w drugą. Nie minęło wiele czasu, a założyli nową formację – Trzyha, której szeregi zasilił także Ceube, wtedy jeszcze raper i producent, dziś już raczej tylko właściciel firmy odzieżowej Moro. Był rok 1996. Mario obsługiwał gramofony, Ceu i Tede rymowali, żadnemu z nich nie brakowało chęci ani zapału. We trójkę nagrali „WuWuA”, demo, jak się później okazało, przełomowe, które na stałe weszło do historii polskiego hip hopu.
Taśma w pełni objawiła rymotwórczy talent Tedego; pośród trzasków, szumów i buczenia (w zależności od tego, którą kopię „WuWuA” udało nam się dorwać) usłyszeliśmy pewnego siebie, wyluzowanego rapera z charakterystycznym, nieprzeciętnym flow, którego inni MC’s mogli mu wówczas tylko pozazdrościć. Nie mówił niczego szczególnego, razem z Ceube rymował głównie o rymach, ale miał w sobie to coś, co kazało zwrócić na niego uwagę – styl. Dziś powiedzielibyśmy, że styl, zajawkę, fason, szyk. I chociaż polska scena poznała braggadocio dużo później, TDF już wtedy ukazał światu swój przechwalczy charakter: „Mam moc jak Luke Skywalker/ poker, nadlatuję jak Fokker/ Tra-ta-ta-ta-ta wszystko zmiotę”. Zdradzał także silne zapędy w stronę freestylu, nagrywając na nośnik kilka spontanicznych sesji. Kaseta szybko zyskała status unikatowej, kilkadziesiąt wydanych sztuk rozeszło się błyskawicznie, a Tede zyskał status nadziei polskiego hip hopu, gracza, o którym jeszcze będzie głośno.
Jakiś czas po premierze „WuWuA” Ceube opuścił szeregi zespołu i zrezygnował z hiphopowej działalności, wówczas Jan Mario i Tede zaprosili do współpracy Numera Raz, rapera z Mokotowa, którego zwrotkami TDF, jak wspomina, jarał się zanim jeszcze zdążył go poznać. Odtąd przestało się mówić o Trzyha, był to już Warszafski Deszcz, nowa (choć nie do końca) stołeczna ekipa, która wkrótce pokazała, jak należy robić w Polsce dobry hip hop. W roku 1999 nakładem prężnie działającego wówczas RRX’u wydali płytę „Nastukafszy” – jeden z najważniejszych legali tamtego okresu, który w 100% spełnił nadzieje pokładane w TDF’ie, co więcej, sprawił, że wielu bez wahania okrzyknęło go najlepszym polskim MC (inna sprawa, że wtedy nie miał tak naprawdę wielkiej konkurencji). Raper rozwinął się przede wszystkim lirycznie, udowadniając, że za mikrofonem potrafi być wszechstronny, a przy tym wnikliwy jako obserwator rzeczywistości. Były w jego wykonaniu elementy bragga, było rymowanie o rymach, o imprezach, przemyślenia związane z (raczkującą jeszcze) branżą, życiem w Warszawie i muzyką, były retrospekcje i wspomnienia. Takiego Tedego odbiorcy zaakceptowali, a wręcz pokochali. „Nastukafszy” szybko zostało uznane za klasyk, płytę wielką i wyjątkową. Swoją wysoką formę Tede potwierdzał również wszystkimi gościnnymi udziałami, których w tamtym okresie zaliczył całkiem sporo. Był m.in. na składankach 600V, był u Wzgórza Ya-Pa3 w hicie „Ja mam to co ty”, do którego nakręcono teledysk. Jego linijki cytowano w całym kraju. Gwiazda TDF’a zaczynała powoli świecić, co więcej, cieszył się szacunkiem prawie wszystkich odbiorców hip hopu w Polsce.
Numer Raz podzielił poniekąd los Ceube. Nie porzucił wprawdzie rapu oficjalnie, ale na długie lata zniknął ze sceny, wikłając się w sprawy życia codziennego. Owszem, mówiło się jeszcze przez jakiś czas o drugiej płycie WFD, jego członkowie dawali nawet fanom nadzieje, iż album może powstać, ale ostatecznie nigdy do tego nie doszło. Pytany, dlaczego materiał nie wychodzi (podobno wiele kawałków zostało nagranych), Tede tłumaczył: „Nie wszyscy mają tyle samo zapału, nie ma go po równo. Numer jest omotany przez pracę, życie rodzinne i tak dalej, trudno mu się zmobilizować”. Frontman Warszafskiego Deszczu nie szukał kolejnego partnera do współpracy – postanowił działać sam. Zawsze podkreślał, że ma potrzebę nagrywania kawałków, bo bez tego nie mógłby żyć. Nagrywał więc, aż zebrał materiał na całą płytę. W międzyczasie zarejestrował utwór „Komosy” na składankę pt. „Styl Reprezentacji Pierwszej Ligi”. Już wówczas widać było, że mentalność rapera się powoli zmienia: kumple, piwo, granie na konsoli i refren „lubię wyluzować się z chłopakami” nie napawały optymizmem. Część odbiorców potraktowała słowa refrenu wyjątkowo dosłownie i zaczęła dziwnie patrzeć na TDF’a, niektórzy podchodzili do niego na koncertach i mówili wprost, że uważają ten kawałek za pedalski. Z tych zarzutów później Tede kilkakrotnie się tłumaczył, najdosadniej chyba w kawałku „Dokładnie tak”.
S.P.O.R.T. - wielki problem
Płyta „S.P.O.R.T.”, pierwsze solo członka Warszafskiego Deszczu, potwierdziła obawy: to był inny TDF’a niż ten, którego znaliśmy z poprzednich dokonań. W dalszym ciągu wyluzowany i pewny siebie; absolutnie nie brakowało mu charyzmy, z której zasłynął, mimo to zawiódł tym albumem większość swoich fanów. To już nie był zwykły chłopak z osiedla, powoli do głosu dochodzić zaczęła mentalność rap-gwiazdy. Jak to ujął jeden z hiphopowych magazynów: „Tede z blokowej ławki przesiadł się na kanapę”. Słuchało się tej płyty z pewnym niedowierzaniem: spec od mocnych i celnych linijek stał się specem od imprez, gibonów, drinków, kobiet i bounce’u. Mówił o hajsie, furze, przewożeniu towaru, a nawet… drugiej wojnie światowej. Poza paroma wyjątkami, jak teledyskowy numer „Wyścig szczurów”, brakowało ciekawych obserwacji, zaangażowania, czegoś, co potwierdziłoby duże przecież możliwości TDF’a. Nie przyłożył się nawet do formy; jakby część tych tekstów pisał na kolanie, na drugim dopisał refreny, a resztę uzupełnił freestylami. Do tego nikt nie zatroszczył się o realizację tej płyty, o porządny miks, mastering. Tede z dumą podkreślał, że wszystko zrobił sam: teksty, bity, okładkę. Pytanie, czy ta samodzielność wyszła płycie „S.P.O.R.T.” na dobre.
Nie chodziło tylko o zmarnowany potencjał, Tede zaczął dawać do zrozumienia, że robi rap dla frajdy, co samo w sobie jest zrozumiałe, ale w ówczesnych okolicznościach rodziło obawy, że raper będzie właściwie nawijał o czymkolwiek i zupełnie nie ma zamiaru dbać o to, czy spełni czyjeś oczekiwania, tudzież czy ktokolwiek będzie się z jego słowami utożsamiał. Wzbudziło to sporo kontrowersji, zawrzała dyskusja o tym, co dzieje się z TDF’em. „Przejście z rymowania o życiu, na rymowanie o baunsowaniu i II Wojnie Światowej, w dość kiepskim stylu, jest dla mnie śmieszne” – mówił wówczas Eldo. Recenzenci również nie zostawiali na TDF’ie suchej nitki, niektórzy pisali nawet, że usłyszawszy „Ona jest szmatą” pomyśleli, że to nie Tede, tylko jego marna kopia. Adresat się tym nie przejmował, miał na to swoją teorię: „Recenzje? Szkoda, że piszą je z reguły MC’s, którzy zaczynają rymować, nikt ich jeszcze nie usłyszał i czują się niedowartościowani. 90% recenzji tej płyty pisali MC’s, którzy jeszcze nie wydali płyty albo wydali taką, która się nie sprzedała. Ja pierdolę to, co ktoś napisze na mój temat w recenzji. Ja sam się bronię. Taki recenzent przyjedzie na koncert, zaproszę go na scenę i co on zrobi? Zafreestyluje? Może powie, co jest źle? O tej płycie najwięcej mówią teoretycy, a zwykli ludzie, którzy słuchają tej muzyki, reagują na nią na moich koncertach” – mówił. Rzeczywiście, koncerty zawsze były mocną stroną Tedego, wówczas jego wyluzowany charakter i showmańskie zapędy świetnie się sprawdzały, za każdym razem doprowadzając tłum do wrzenia. Grał więc sporo, a co za tym idzie – sporo zarabiał, do czego nie bał się przyznać. Był pierwszym polskim MC, który tak szczerze podszedł do kwestii pieniędzy w polskim rapie, co więcej, starał się walczyć z wszechobecnym zakłamaniem panującym w tym środowisku. Pytany, co dał mu „S.P.O.R.T.”, odpowiadał ze śmiechem: „W chuj hajsu. Oczywiście jak na polskie warunki. Nie będę ściemniał, że nie. Grasz koncert za jakąś stawkę i zarabiasz. Wydajesz płytę, dostajesz jakieś pieniądze. Jeśli sprzedało się 20 000 sztuk mojej płyty, to każdy zapłacił po ileś tam złotych. Te pieniądze nie poszły do Afganistanu, tylko trafiły do: kieszeni mojego wydawcy, paru jego dłużników, a także do mojej kieszeni, wiadomo.”
PLNY
Niektórzy odbiorcy docenili szczerość TDF’a, inni pomyśleli, że skoro tyle o pieniądzach mówi, widocznie chodzi mu tylko o to. Posypały się zarzuty o komercję, o to, że Tede się sprzedał. Wizerunek zarobionego, zadowolonego ze swojej sytuacji MC, który nie musi pracować, siedzi w domu, ogląda telewizję, robi bity, pali gibony, pisze rymy i spotyka się z kumplami, a do tego jeździ Toyotą 4 Runnerem, był niepopularny. Kontrastowało to z wcześniejszymi wyobrażeniami o raperach jako biednych chłopakach z osiedla, którzy nie mają lekko, muszą kombinować, przez co znają życie i problemy. To nie był Tede – on zaistniał, zarobił i z nieskrywaną satysfakcją się do tego przyznawał: „Przez ten czas, kiedy robię rap, on ewoluował, stał się interesem. Kto tego nie dostrzega, jest frajerem. Przecież nawet inni ludzie, spoza hip hopu, na nim zarabiają. Niech hiphopowcy powiedzą sobie: panowie, to my to robimy i to nam należy się hajs. Zobacz, jak dzieciaki przyjdą na normalny koncert i zapłacą za bilet, to kto weźmie ten hajs, organizator, tak? A wykonawca nie weźmie? Każdy weźmie hajs, bez hajsu nie zagra. Taka jest prawda, to jest Polska. Poza tym ja mam 26 lat, żyję sam, więc muszę się z czegoś utrzymywać, a wolę rapować, niż kraść, robić przewały czy pracować w biurze. Ktoś mi powie, że to jest złe? To jest optymalna, zajebista opcja. Robisz to, co umiesz i lubisz i jeszcze ci za to płacą. Marzenie. Każdy, kto wydał płytę, zarabia na rapie. Wielu zarabia więcej niż ja, a o tym nie mówi. Niektórzy są pazerni na pieniądze do tego stopnia, że jak nie dostaną ileś tam za koncert, to nie zagrają. Wiem kto bierze ile i wiem, że są tacy co biorą więcej ode mnie. Wszyscy są tacy skromni i nieświadomi, a tak naprawdę są fest wyżyłowani na hajs. Nie ma zespołu, który nie bierze hajsu i nie ma zespołu, który nie chciałby wziąć więcej. Znam takich co mówią, że są niekomercyjni, nagrywają o tym kawałki, a kasują fest. To jest hipokryzja, a ja się po prostu tego nie wstydzę. Powiedzmy sobie szczerze: ja nie robię nic więcej, nie kradnę, nie morduję. Gram tylko rap, wydaję płyty, gram koncerty, utrzymuję się z tego i jestem z tego dumny. Doszedłem do wszystkiego bez niczyjej pomocy.”
Diss za dissem
To, że chodzi o zajawkę, nie tylko o pieniądze, Tede udowodnił podczas beefu z Eldo. Rozzłoszczony wypowiedziami członka Grammatika na nieistniejącym już forum prawdy (pod adresem TDF’a padły zarzuty o komercję), jak i ogólną postawą Eldoki („dupoliz, sztywniak, mędrzec, który pozjadał wszystkie rozumy” – tak odbierał jego zachowanie), wymierzył w niego „Outro” na płycie „S.P.O.R.T.” – bezlitosny i pomysłowy diss z mocną puentą. Eldo odpowiedział kawałkiem na swoim solo, ale brakowało jego wersom kąśliwości. Tede uderzył ponownie: „Dupolizem”, który stanowił cios równie mocny jak pierwszy, oprócz tego członek WFD zwycięsko wyszedł z bezpośredniego starcia – freestylowej bitwy w Płocku, gdzie górował nad Eldo nie tylko liryką, ale i stylem. Poza tym zawitał do Katowic na koncert Grammatika. Wyszedł na scenę i wyzwał Eldokę na pojedynek, ten jednak odmówił, aż został odliczony przez publiczność. Do ostatecznego starcia miało dojść w warszawskiej Harendzie, niestety, Eldo się nie pojawił, tłumacząc się groźbami, jakie otrzymał. Decydującej potyczki więc nie było, ale całe wydarzenie i tak przeszło do historii polskiego hip hopu – był to pierwszy beef w naszym kraju na taką skalę. Trwał długo, wciągnął nie tylko samych zainteresowanych, ale też wielu ich znajomych, wywołał multum dyskusji. A Tede? Tede potwierdził swoją bezkompromisowość i głód scenicznej walki. Był to ostatni tego typu zryw z jego strony – później freestylował już tylko towarzysko; dziś twierdzi, że nie robi tego wcale, bo nastała era młodych kotów z WBW.
Hajs Hajs Hajs – tak to czytaj
Wydaje się, że dopiero wyjście drugiej solowej płyty Tedego pozwoliło wszystkim zrozumieć, że on faktycznie zarobił, ma pieniądze i żyje w taki sposób, jak mówi. Z pełną premedytacją przez 30 utworów kontynuował wątek hajsu, imprez i panienek, za to wreszcie z wdziękiem i polotem, którego brakowało na poprzedniej płycie. Tutaj już nie było większych podstaw, by kręcić nosem. Dostaliśmy dwupłytowy materiał – dopracowany, przemyślany, ukazujący TDF’a w pełni: jego styl, jego charakter, jego życie. Zarzuty, że wymyśla ustąpiły miejsca zrozumieniu i akceptacji drogi, jaką wybrał. Przestała ona już kogokolwiek dziwić, do świadomości słuchaczy dotarło, że raper jest po prostu autentyczny – mówi o tym, jak żyje. Skoro ma hajs i spędza czas głównie na jego wydawaniu, dlaczego ma pisać o czymś innym? Zarzuty o komercję odparł w bardzo prosty, acz pomysłowy sposób: wkrótce po swojej płycie wydał dwa nielegalne pod kryptonimem DJ Buhh, wrzucił je do Internetu i pozwolił ściągać za darmo. Komercja? W którym miejscu? „Toż to stary dobry Tede w czysto undergroundowej opcji” – komentowali internauci.
„Notes”, trzecia z legalnych solowych płyt Tedego ugruntowała jego pozycję na scenie, pielęgnując przy tym wizerunek klubowicza, który o niczym innym nie potrafi nawijać tak dobrze, jak o sobie – tyle, że do nieco innych bitów (dał szansę młodym producentom) i w towarzystwie nowych kolegów: Kołcza i Kiełbasy. Część odbiorców przywykła i właśnie tego od prawie trzydziestoletniego weterana oczekuje, część zarzuca Tedemu wtórność, nie mogąc pogodzić się z tym, że do końca życia MC będzie mówił o tym samym. „TDF jest zawsze ten sam. I to jest właśnie cała tajemnica TDF'a. Dlatego tylu ludzi przychodzi na koncerty. Bo ja ludzi nie oszukuję. Ludzie wiedzą, że ja cały czas mam imprezy, że jestem rozrzutny i rozpustny. Oni widzą, że ja taki jestem. Ja rymuję o tym, co mnie otacza. Pomyśl, o czym nagrywa np. Fisz? Tylko o sobie. On sam to przyznaje w wywiadach. Ja też mówię o sobie i o tym, co wokół mnie” – tłumaczy raper. Pytany, co z przekazem, wskazówkami dla młodszego pokolenia mówi: „Moje życie jest bardzo freestylowe i nie polecałbym takiego stylu życia, bo kto by wtedy robił normalne rzeczy? Nie czuję się na tyle mocny, żeby komukolwiek jakieś nauki prawić i sterować jego życiem, kierunkować go. Może ktoś wyciągnie wnioski z mojej postawy, bo tu chodzi o postawę, nie o przesłanie. Ja nie nagrywam kawałków z przesłaniem, tylko ja prezentuję postawę. Moje przesłanie, to moja postawa. To jest kwintesencja.”
Dzisiaj Tede to gwiazda polskiego rapu, chociaż sam unika tego określenia. „Jestem gwiazdą, bo ludzie mnie tak postrzegają, a nie dlatego, że się tak czuję. Jestem normalnym gościem, który nagrywa rap i który czuje się dobrze i pewnie w tym co robi”. – zawsze podkreśla. Normalnym gościem, który, po pierwsze, wydaje płyty, kręci teledyski, gra koncerty co weekend i ma tysiące fanów w Polsce. Po drugie, normalnym gościem, który jest zapraszany na gale w rodzaju wręczenia nagród Belvedere, często gości na łamach kolorowych gazet, pojawia się w TV w przeróżnych programach (czy to gościnnie, czy jako gospodarz), nagrywa z wokalistkami formatu Natalii Kukulskiej, dubbinguje filmy animowane. Zwykły raper? Nie, to legenda, która zmieniła tą scenę, otworzyła ludziom głowy, przełamała tabu dotyczące pieniędzy w polskim rapie, a przy tym MC z nieśmiertelnym flow, mający na koncie kilka świetnych płyt, wiele mistrzowskich zwrotek i setki koncertów, którymi rozgrzał publikę. Tak, wszystkiemu winny jest Tede. |
_________________ "Świadomość własnej niewiedzy to innymi słowy Mądrość"
Sokrates na wolno
 |
|
|
|
|
Janca
Moderator ...jestem ja nie ma reszty!


Pomógł: 1 raz Wiek: 20 Dołączył 1211 dni temu Posty: 3511 Skąd: Whateva Man!

|
Wysłany: 2006-03-23, 09:57
|
|
|
Świetny życiorys Bardzo przyjemnie się to czyta Szacunek dla TDF`a |
_________________ "Wise Men say, "It looks like rain today"
Crackled on the speakers
Trickle down the sleepy subway train"
http://rapstyl.blogspot.com/
 |
|
|
|
|
$kubi
Zajebisty Ziom Brudne Południe


Wiek: 19 Dołączył 999 dni temu Posty: 634 Skąd: Łct4Life
|
Wysłany: 2006-03-25, 10:08
|
|
|
Eleganckie... bardzo fajne
BravVa Tedzik |
_________________
 |
|
|
|
|
sowa1111
Nowy

Dołączył 765 dni temu Posty: 27 Skąd: dębno
|
Wysłany: 2006-10-29, 11:34
|
|
|
| dle mnie jest to ok heh nie wszysstko jest luz |
|
|
|
|
|
|
|